Tylko kota będzie żal… – z cyklu „Okiem malkontenta”

0
914

Tylko kota będzie żal…

I po debacie. Muszę przyznać, że mnie rozczarowała. Sądziłem, że oto siądzie naprzeciwko siebie dwóch przywódców przeciwnych partii i merytorycznie porozmawia ze sobą. Nie będą mieli sztywno ograniczonego czasu, nie będą wchodzić sobie w słowo i przekrzykiwać się. Każdy będzie mógł zadać pytanie niekoniecznie z kartki w oczekiwaniu rzeczowej odpowiedzi.

No tak, pomyślałem sobie, marzenie ściętej głowy. Czasy kultury politycznej minęły. Sięgając pamięcią do spektakularnych wystąpień Prezesa na zamkniętych wiecach przedwyborczych, gdzie dostęp mieli wyłącznie wybrańcy pod osłoną policji, to raczej odradzałbym bliższy kontakt z takim adwersarzem. Potwierdza to również jego nieobliczalne zachowanie pod pomnikiem brata podczas obchodów miesięcznicy, kiedy to niszczył wieniec, bo napis mu się nie spodobał. Do tego jeszcze wezwał funkcjonariuszy ze swojej ochrony w celu wylegitymowania „winowajcy” powołując się na swoją wiceministerialne stanowisko.

Wracając do tej szumnej przedwyborczej debaty, to również moim zdaniem w tym teleturnieju Lewica, Trzecia Droga, a głównie Konfederacja podbiły sobie notowania. Przynajmniej w tych oferowanych kilku minutach zdążyły przedstawić jakiś program. Zaś Morawiecki z Tuskiem ograniczyli spotkanie do „skakania po ringu” bez pomysłu na zadanie mocnego prostego, czy sierpowego. Trudno się dziwić, bo formuła tej debaty w żadnym wypadku tego nie umożliwiała, nie wymagała też walki między sobą. Pozwalała jednak wspomnieć o niespełnionych obietnicach wyborczych sprzed ośmiu lat, bo to dotyczyło wciskanego kitu milionom ludzi. Tuskowi zaś można było przypomnieć ucieczkę do Brukseli i przegraną 27:1. On żadnych obiecanek nie musiał realizować, bo ich nie składał. Powszechny zarzut, że będąc w Brukseli nic dla Polski nie zrobił, od razu pachnie potrzebą faworyzowania swoich. To, że u nas stało się to zasadą działania władzy, nie znaczy, że na arenie międzynarodowej też tak musi być.

Dawniej, a było to za czasów mojej przygody z naszą gminną gazetą „U Nas”, raz w miesiącu spokojnie skrobnąłem artykuł. Nieraz szukałem tematu na siłę. Wtedy sięgałem do wydarzeń lokalnych, co nie zawsze było mile widziane przez wszystkich kolejnych redaktorów naczelnych. Przypomniano sobie o mnie przy wydawaniu numeru jubileuszowego. Zgodziłem się myślą, że będę miał okazję uwypuklić problem dotyczący nie tylko naszej gminy, ale artykułu nie zamieszczono. Był jeszcze czas, żeby mi o tym powiedzieć z propozycją zmiany tematu, ale prościej było wykorzystać metodę poprzedników. Powód okazał się oczywisty: „Panie Janku, w numerze jubileuszowym o sraczach? No i mam jasność!

Aktualnie TV podsuwa mi jakiś temat codziennie. Zwykle, praktycznie – zawsze późnym wieczorem sięgam po klawiaturę. Napiszę coś, myślę sobie. Jakiś akapit i … dokończę jutro. Niestety jutro kolejne, jeszcze ciekawsze rzeczy. Daję sobie spokój. W ten oto sposób uciekł mi temat z naszą nową panią minister od zdrowia. Na początku września jadącej prywatną toyotą Land Cruiserem w okolicy Krotoszyna jakiś rowerzysta „wtargnął” na pasy. Nic się nie stało, tylko ponad tydzień poleżał w szpitalu. Szczęśliwie przeżył, więc będzie przesłuchiwany. Myślałem, że czegoś więcej dowiem się z telewizji, ale chyba coś przeoczyłem. Być może tego zdarzenia w ogóle nie było, bo okazało się, że samochód ten nie figuruje ani w jej poselskich dokumentach, ani oświadczeniu majątkowym, ani w rejestrze korzyści majątkowych, a powinien mówi prawnik Krzysztof Izdebski. Tym bardziej, że pani poseł przez 3 lata eksploatacji tej maszyny uzyskała z sejmowej kilometrówki 100 tysięcy złotych. Za komuny taki przepał miały chyba tylko ruskie ziły. Europoseł Czarnecki był lepszy, bo kilometrówki na nieistniejący samochód ciągnął z unijnej kasy.

Chciałem przy okazji wspomnieć jeszcze o podobnie rozpoczętym, a nieskończonym temacie nieszczęsnego wieku emerytalnego. Przejechał się na nim Tusk, a ostatnio przećwiczył go prezydent Macron. Obydwaj w tym temacie nie dorastają do pięt naszemu Prezesowi. Zamiast wiek podwyższać, należy go obniżać. Ma się wtedy spokój i mnóstwo dodatkowych wyborców. Automatycznie niższe emerytury można z powodzeniem uzupełnić trzynastkami, czternastkami itd. Ludzie nie mogą pracować aż do śmierci. Statystyczne życie się wydłuża, czas zawodowej aktywności się skraca. Emerytury rosną. Kogo obchodzi, skąd się biorą pieniądze, skoro są! Hulaj dusza! Złoty rośnie w siłę, inflacja spada. Nareszcie przyszedł czas na godne życie. Po co dorabiać się emerytury, skoro plusy, zasiłki i inne socjale wielu wystarczają? Bastante, jak mawiają Kubańczycy. Tylko uważajcie! Tusk nie śpi! Kiedy tylko dorwie się do władzy, to wam wszystko zabierze. Prezes codziennie ostrzega przed nim. Ciekawe, że jeszcze sobie dłoni nie uszkodził pieczętując na mównicach swoje słowa.

Jan Psota

Po wypadku z udziałem minister zdrowia Katarzyny Sójki okazało się, że

Po wypadku z udziałem minister zdrowia Katarzyny Sójki okazało się, że poruszała się ona prywatnym autem. Samochodu nie ma wpisanego w jej poselskich dokumentach: ani w oświadczeniu majątkowym, ani w rejestrze korzyści majątkowych. – A powinien być